"...I GRATULUJĘ FELIETONU"

...Powiedziała pani Ania kończąc rozmowę telefoniczną. A więc jednak... Mój Boże... Czytają... Podoba się... Może nawet dyskutują... Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Zacząłem od wydrukowania wizytówek. "Artur Andrus - felietonista". Już miałem biec do lokali gastronomicznych, w których kiedyś przesiadywali Słonimski, Mackiewicz, Kisielewski i Waldorff, by do każdego z historycznych stolików dostawić własne krzesełko. Wtedy zadzwonił On. On zawsze dzwoni w momencie, kiedy jestem jakieś 30 cm nad ziemią. "Teraz każdy pisze felietony..." - powiedział i błyskawicznie przeszedł do pytania czy nie wiem gdzie można tanio kupić kołpaki do Opla. Nienawidziłem Go. Za to, że miał rację.

Gęstnieją szeregi osób określających się lub określanych mianem felietonisty. Znana aktorka opisuje niezwykłość swojego wyjścia po bułki bez makijażu (i aktorka bez makijażu, i bułki bez), były sportowiec wspomina upadek podczas meczu z Holandią i przyrównuje to zdarzenie do aktualnej sytuacji finansowej państwa. Nie zdziwiłbym się, gdyby wkrótce powstał Światowy Związek Felietonistów Polskich: Prasy, Radia i Telewizji ( w skrócie ŚZFPPRITV ) organizujący sympozja na temat "Felieton polski dziedzictwem Europy". Tylko mały drobiazg. Czy ktoś jeszcze pamięta definicję tego gatunku? Stosowny egzamin na studiach dziennikarskich zdałem dawno (dokładnie 19.01.1991 - datę znalazłem w indeksie), ale za to bardzo dobrze - poza tym można zajrzeć do każdej encyklopedii czy słownika i okaże się, że:

Felieton - jeden z gatunków publicystyki, swobodny w charakterze, często posługujący się literackimi środkami ekspresji krótki utwór na tematy polityczne, społeczne, kulturalne i obyczajowe. Publicystyka - typ przekazu medialnego, w którym jego nadawca prezentuje fakty w sposób ukierunkowany, dążąc do wpływania na postawy i zachowania odbiorców, a przez to do kształtowania biegu wydarzeń społecznych i politycznych...

No i co? Jak się mają do tego bułki bez makijażu czy kopnięcie z Holandią? A zresztą nie będę pisał o innych. Jak ja wpływam na Państwa postawy i zachowania? Ani mi przez myśl nie przeszło, że kiedy kilka tygodni temu pisałem o moim ulubionym ministrze finansów, dążyłem do kształtowania biegu wydarzeń politycznych... A gdzie jakieś literackie środki ekspresji? Jedyne co się zgadza, to swobodny charakter wypowiedzi. Może nawet za bardzo... Prawdziwy felietonista powinien błysnąć intelektem, oczytaniem, znienacka przytoczyć treść toastu wzniesionego przez mistrza ceremonii podczas ślubu Włodzimierza Wysockiego i Mariny Vlady w Tibilisi. A czym ja mogę Państwa zaskoczyć? Że wiem, gdzie można tanio kupić kołpaki do Opla? On miał rację... Takie to każdy może pisać...

Uprzejmie proszę nie nazywać felietonem tego, co tutaj Państwo czytują. To są co najwyżej "popisuchy" (nie mylić z "popisuchami się").

Koleżanki i Koledzy! Apeluję do Was! Przyjmijcie tę terminologię i przyłączajcie się do ruchu "popisuchów" (forma żeńska "popisuszek"). Prawo do używania nazwy "felietonista" powinien nabywać "popisuch" po 10 latach systematycznego drukowania. I tylko za poręczeniem co najmniej trzech autorytetów literacko - dziennikarskich. Być może okaże się, że nie mamy talentu, ale nikt nie zarzuci nam braku godności i szacunku dla wybitnych.


P.s. A na weselu Mariny Vlady i Wysockiego w Tibilisi mistrz ceremonii powiedział: " Żeby wasze prawnuki nie mogły dostać biletów na wasze występy, i to nawet za podwójną cenę" Artur Andrus

(Życie Warszawy 23.11.2002)