" Widok z okna"

Może to symbol nowych czasów. Może dowód na to, że wielka poezja i wybitna proza też mogą być sztukami użytkowymi. Pojawiły się nowe sposoby rozpowszechniania literatury niewątpliwie pięknej. Coraz więcej takich utworów publikuje się w katalogach i wydawnictwach reklamujących różne produkty. W ulotce dołączonej do herbaty znajduję taki oto opis jednego z jej smaków: "Aksamitna cisza poranka. Delikatny dotyk mgieł. Mieniące się w pierwszych promieniach słońca krople rosy. Budzący ciało i umysł zapach ziół. Orzeźwienie z Herbacianego Ogrodu. Jak rześki poranek". A w katalogu kosmetycznym: "Wrzucam do wody moją drażetkę do kąpieli, moją własną zabawkę. Lekka i smakowita, kręci się we wszystkie strony, musuje i wydziela fluidy o zapachu bawełny. Kąpię się z rozkoszą w wannie mleka. Zanurzam się w luksusie i relaksie, dryfuję, poddaję się zmysłom. Moja wanna czeka tylko na Ciebie... Cena sprzedaży: 3 zł"

Jednym z ważniejszych elementów wielu wybitnych dzieł literackich jest opis widoku z okna. "Soczysta zieleń lekko muśnięta promieniami słońca zdawała się porozumiewawczo mrugać do gromadki roztrzepotanych radośnie ptasząt, to wzbijających się w niebo, to znów lądujących na ledwo przebudzonym parapecie..." Znają to Państwo? Odpowiedź prawidłowa brzmi: "nie". Bo to ja wymyśliłem. Przed chwilą. Wymyśliłem, bo tak naprawdę widok z mojego okna jest zupełnie inny: "Jazgoczący tramwaj zagłusza na chwilę lekko wstawionego męża dozorczyni wymieniającego różne znane nazwiska poprzedzone wulgarną nazwą pewnej części męskiego ciała... Rzekomo nieużywane słupy wysokiego napięcia misternie wkomponowane między nieskomplikowane bryły bloków mieszkalnych - ocieplonych albo nie. Skrzyżowanie ulic z sygnalizacją świetlną organizującą życie w banalny sposób: zielone, żółte, czerwone, zielone, żółte, czerwone... I dopiero o północy żółtemu uda się wyrwać z tego schematu, zacznie swobodnie pulsować jakby chciało krzyknąć: "Bądźcie wolni! Róbcie co chcecie!" A ptaki na parapet...

Bardzo Państwa przepraszam. Trochę mnie poniosło. Ale cóż - taka literatura jaki widok z okna. Mam tylko nadzieję, że chociaż na chwilę "...zanurzyli się Państwo w relaksie". Bo w luksusie na pewno nie.

(Życie Warszawy 10.05.2003)
Artur Andrus