"TRZY DOWODY NA TO, ŻE JEST NIEŹLE"

Motto: "Wiesz pan dlaczego
Teatr ogólnie jest piękny?
Bo teatr to jest płacz, kolego,
Bo teatr to jest śmiech, kolego...
To są te trzy elementy..."
(NN Alkoholik - bohater piosenki Wojciecha Młynarskiego)

Męczy mnie pewien obyczaj pielęgnowany w teleturniejach muzycznych. Otóż proszę zwrócić uwagę na siedzącą tam publiczność. Siedzącą? Ona się cały czas kiwa. Czy piosenka wesoła, czy smutna - w prawo, w lewo, hop do góry. Rozumiem, że zadaniem tych programów jest popularyzowanie wśród narodu niczym nieuzasadnionego nastroju zabawy, ale dlaczego właśnie tak? Facet z zaciśniętymi zębami rytmicznie przechylający się w dwie strony wygląda raczej na przypadek neurologiczny niż logo dobrobytu. Ale nie o tym miałem pisać...

Jest takie małe kino w Krakowie. Prawdziwe - z ekranem, fotelami. Ale mieści się w nim najwyżej czterdzieści pięć osób. Dzięki temu (mimo, że wyświetlają niegłupie filmy) sala jest prawie zawsze pełna. I co ciekawe - nikt nie je popcornu (może dlatego, że nikt go przed wejściem nie sprzedaje), a w czasie seansu nie odzywa się dzwonek telefonu komórkowego (mimo, że większość na pewno ma - po prostu wyłączyli). Jeszcze jedno zauważyłem - ludzie wchodząc do tak kameralnego pomieszczenia uśmiechają się do tych, którzy już tam są. A nawet mówią "Dzień dobry". "...Zaczarowana dorożka..."? Ale nie o tym miałem pisać...

Kilka dni temu jubileusz czterdziestolecia pracy obchodził Wojciech Młynarski. Z tej okazji w Teatrze Ateneum wystawiono spektakl złożony z Jego piosenek. Jeszcze nie widziałem, ale dużo i dobrze słyszałem, a poza tym wiem. Że każdy teatr w Polsce powinien mieć ambicję przygotowania przynajmniej jednego przedstawienia z tych tekstów. Bo są wybitne i należy dziękować Bogu, Opatrzności, Losowi, Materii (do wyboru w zależności od światopoglądu), że Młynarski napisał je po polsku. Może wygląda to na podlizywanie się, ale przysięgam, ze aktualnie żadnego interesu do Wojciecha Młynarskiego nie mam i piszę to z potrzeby wyrażenia podziwu dla niezwykłego talentu. Wiem, że mówili już o Nim znaczniejsi ode mnie, ale chwilowo to ja tu piszę i wolno mi to miejsce wykorzystać na laurkę. Jest niby u nas taki zwyczaj, żeby dobrze mówić o innych dopiero po ich śmierci, ale po pierwsze - małą Mu to wtedy sprawi przyjemność, a po drugie kto wie, kto pierwszy umrze? Bo jeżeli ja - to tego nie napiszę i będę żałował. Ludzie! Lubcie Młynarskiego! I mówcie o Nim dobrze.

No i teraz jak mam udowodnić, że te trzy historyjki: o kiwaniu się publiczności w telewizji, o kinie w Krakowie i jubileuszu Młynarskiego jakoś się do siebie mają? I jeszcze zakończyć jakimś optymistycznym przesłaniem? Bardzo proszę.

Otóż moim zdaniem ogólnie jest nieźle, ponieważ są jeszcze ludzie, którzy:
1. Mówią "Dzień dobry" nawet tym, których widzą pierwszy raz w życiu.
2. Wyłączają telefony komórkowe.
3. Piszą piosenki wcale nie po to, żeby się do nich kiwać.
I '...to są te trzy elementy..."

(Życie Warszawy, 08.02.2003)