"TAK ZWANA "LUDZKOŚĆ" W CUDZYSŁOWIE"

Niektórzy twierdzą, że przyczyną wszelkiego zła na świecie jest brak miłości. Są też tacy (czasem nawet to ci sami Niektórzy), którzy mówią, że ludzie wszystko zrobią dla pieniędzy. Może to głupie, ale z połączenia tych dwóch spostrzeżeń wychodzi mi, że czas zacząć płacić za miłość. Czy to takie trudne? Należy tylko uregulować systemowo tę kwestię, wydać stosowną ustawę: "Począwszy od dnia (tu jakaś data) każdy obywatel Rzeczypospolitej, który kogoś kocha, będzie otrzymywał miesięczne wynagrodzenie (tak zwane Sercowe) w kwocie (i tu jakaś suma w zależności od aktualnej sytuacji gospodarczej kraju)".

Opracować system oświadczeń potwierdzonych przez osobę, którą dany obywatel kocha. Powinno się dodatkowo nagradzać "miłość trwałą", "miłość w warunkach szkodliwych", "dojazdy do miłości" i tak dalej... Ulgi na fundusz remontowy (czyli kolacje, prezenty, kwiaty). Opłacałoby się darzyć uczuciem kilka osób (wzrasta stawka). Zresztą nie zawężałbym tej możliwości wyłącznie do osobników tego samego gatunku. Jak ktoś nie ma innego człowieka powinien dostawać pieniądze za psa, kota, ptaszka... Można również ustanowić stawkę za kochanie samego siebie. Niższą, żeby mobilizować do rozglądania się dookoła, ale jednak.

Na pewno pojawiłyby się problemy. Na przykład: kto ma ustalać stawki i sposoby ich rewaloryzacji? Od razu ktoś by zaproponował powołanie jakiejś Krajowej Rady... Jeśli tylko jej skład nie byłby ustalany z klucza partyjnego, to dlaczego nie? To z jakiego? A choćby z klucza dzikich gęsi. Albo byliby tacy, którzy by udawali, że kochają. Żeby wyłudzić pieniądze. No i co z tego? Niech udają. Lepsza fałszywa miłość niż prawdziwa nienawiść.

Oczywiście ktoś zadałby pytanie: "A skąd na to wziąć pieniądze?". Odpowiedź jest banalnie prosta: z budżetu Ministerstwa Obrony Narodowej.

(Życie Warszawy 22.03.2003)
Artur Andrus