FELIETONY ARTURA ANDRUSA

Ale nie o tym miałem pisać...

Pikuś

Nie wiem jak Państwa organizmy reagują na to, co się dzieje. Ja zaobserwowałem u siebie niepokojące zachowania. Na przykład zdarza mi się po obejrzeniu czy wysłuchaniu serwisów informacyjnych zasiadać nad kartką papieru i wymyślać rymowanki "O tym, które zwierzątko, któremu zwierzątku czego nie zrobi". Na przykład: "Dzik dzika nie tyka", "Sarna sarnie nie wygranie", "Lew w lwa nie wbije kła", "Kruk kruku nie zrobi kuku", "Szczeżuja szczeżuję nie zadenuncjuje". Może wśród Szanownych Czytelników jest ktoś, kto wie, jak się takie coś leczy, albo przynajmniej jak się to fachowo nazywa? Jeśli nawet nie ma ratunku, to chciałbym wiedzieć, co mi jest. Ale nie o tym miałem pisać... To znaczy nie o swoich problemach zdrowotnych...

O sprawie Rywina wypisywał się (utworzone od "wypowiadać się") nie będę. Trochę się gubię. Czy Państwo wiedzą, kto aktualnie jest podejrzany i o co? Bo nie zdziwiłbym się, gdyby nagle padło stwierdzenie, że to przewodniczący Nałęcz sporządzał wpisy do "Księgi wejść i wyjść do i z Agory". A pełnomocnicy Lwa Rywina wystąpili o nadanie swojemu klientowi wysokiego odznaczenia państwowego za ujawnienie afery polegającej na zakładaniu podsłuchów w książkach. Gubię się... Miał rację jeden z komentatorów politycznych, który kilkanaście dni temu w jakimś programie telewizyjnym użył sformułowania (cytat dosłowny): "To nie jest taki przysłowiowy Pikuś..." Swoją drogą nazwać Lwa Pikusiem... Ale nie o tym miałem pisać...

Uaktywnił się Mój Ulubiony Wicepremier (w skrócie MUW). To znaczy wszystkich lubię, ale Pana Kołodkę szczególnie. Działa jak przyczajony tygrys i ukryty smok zarazem. Przez jakiś czas unika, przebywa w kryjówce, i nagle... Bum! Konferencja prasowa... Najpierw Pan Minister opowiada, że będzie dobrze, jeśli wszyscy Go posłuchają, potem lekko wyrzuci dziennikarzom, że nie jest dobrze, bo oni (dziennikarze) Go nie słuchają. A wszystko w najlepszym stylu amerykańskiego show. Na miejscu TVN-u poważnie bym się zastanowił, kogo wpuścić do willi z basenem i pokazywać jak śpi, je, pije i myśli. A może obu Panów?

-"Keine Grenzen" - śpiewałby jeden,
-"Bo nie można trwać w kontynuacji" - dodawałby drugi...

Znowu nie o tym miałem pisać... Ale to o czym napisałem, to też nie jest "...taki przysłowiowy Pikuś".

(Życie Warszawy 1.03.2003)