FELIETONY ARTURA ANDRUSA

Ale nie o tym chciałem pisać...

"Mlask" i "Siorb"

Przed tygodniem pochyliłem się nad zjawiskiem mężczyzn zajmujących się publicznym gotowaniem różnych wymyślnych potraw. Zwrot "pochyliłem się" został tu użyty zarówno metaforycznie jak i dosłownie ( ja mam 190 cm wzrostu a zjawisko jest raczej z gatunku niskich i krępych).
Dziś znowu o jedzeniu. Mogą Państwo zapytać: dlaczego ? Po co tyle uwagi poświęcać prostej fizjologicznej czynności ? Czyżby autor był aż tak zajadłym wrogiem jedzenia ? ( Zwracam uwagę na konstrukcję: "zajadły wróg jedzenia" - to moje ! ) Nie. Już patrząc na fotografię zamieszczoną powyżej można bez wątpliwości stwierdzić, że praktykuję jedzenie ( to co widać poniżej pierwszego podbródka, to drugi podbródek ).
Ale nie o tym chciałem pisać... To znaczy nie o sobie. Więc o czym ? O jeszcze jednym coraz powszechniejszym ostatnio obyczaju.
"Śniadania... Obiady... Kolacje... z..." można usłyszeć i zobaczyć prawie wszędzie. Odbywa się to tak: kilku znanych polityków zasiada przy suto zastawionym stole by porozmawiać o tym jak jest źle. Wszystko jest na żywo transmitowane przez radio bądź telewizję, dzięki czemu słuchacz albo widz może:
1. Usłyszeć ( zobaczyć ) jak jest źle.
2. Usłyszeć ( zobaczyć ) jak brzmi ( wygląda ) "mlask" marszałka czy "siorb" przewodniczącego.
3. Nabrać pewności, że w razie czego jest sponsor, który rząd wyżywi a i opozycję nakarmi.
I tyle. Więcej nic z tego nie wynika. Efekt jest taki sam jak po przemówieniu z trybuny czy rozmowie w kuluarach parlamentu. Czyli żaden. I tak swoje wiedzą bez względu na to co dostaną do jedzenia. Moim zdaniem świat poradziłby sobie bez polityki i wcale by nie było gorzej. Jakiś powód do kłótni zawsze by się znalazł ( choćby o patyczek, który się ułamało schodząc z drzewa ) a nie trzeba by było łożyć na tych, którzy z tego żyją. Zbulwersowanych tym pomysłem informuję, że mam prawo wygłaszać podobne poglądy, gdyż jestem w posiadaniu odpowiedniego zaświadczenia lekarskiego.
Ale nie o tym chciałem pisać... To znaczy nie o efektach nadawania i słuchania ( oglądania ) audycji z cyklu "Śniadania... Obiady... Kolacje... z...". Nie chciałbym też niczego zmieniać. Chciałem tylko podpowiedzieć ich twórcom jak można niewielkim wysiłkiem jeszcze bardziej uatrakcyjnić formę. Ot, po prostu należy od czasu do czasu wrzucić jakiś niewinny żart polityczno - kulinarny. Oto kilka przykładów ( do dowolnego wykorzystywania - gratis ! ):
1. "Pan wicepremier tak wprawnie przekroił tę bułeczkę. Jaki ma to związek z... ( i tutaj pytanie o coś aktualnie nabrzmiałego ).
2. "Panie przewodniczący, nieprzypadkowo postawiłam ( lub "postawiłem" - jeśli mówi mężczyzna albo kobieta, która woli tę formę ) serek wiejski... ( mocny akcent na "wiejski" i krótkie oczekiwanie czy zrozumie ).
3. "Panie pośle, kadencja się kończy. I co dalej ? Czarny chleb, czarna kawa ?"
I tak dalej... Pomysłów na dowcipną dyskusję przy "siorbie" i "mlasku" jest mnóstwo ( innymi służę indywidualnie za odpowiednią opłatą ). Że głupie ? Pisałem przecież, że nie chciałbym niczego zmieniać.

(Życie Warszawy 12.10.2002)