"Łączy ludzi?"

Prawdziwości twierdzenia, że używanie telefonów komórkowych jest szkodliwe dla zdrowia, jeszcze nie udowodniono. Ale nie trudno zauważyć, jakie te urządzenia powodują spustoszenie w sferze kontaktów międzyludzkich.

Miniaturyzacja aparatów telefonii komórkowej powoduje, że coraz częściej zdarza mi się na nich usiąść, przydepnąć je, albo trącić monetą wkładaną do kieszeni. Sam ten fakt nie jest jeszcze niczym strasznym, gorszy jest ciąg dalszy takiego zdarzenia. Otóż zazwyczaj siadając, przydeptując, albo trącając, przypadkowo włączam jakiś klawisz. Klawisz przypadkowo łączy mnie z kimś, komu jest przyporządkowany w "Spisie numerów". Ktoś przypadkowo wysłuchuje, co akurat teraz robię (albo nagrywam mu to na sekretarkę). Myślałem, że to problem, który wynika z mojego upośledzenia technicznego i nieumiejętności posługiwania się tym sprzętem. Być może, ale po wysłuchaniu kilkudziesięciu relacji z czyjejś jazdy samochodem i bezpośredniej transmisji z wchodzenia po schodach stwierdziłem, że jest nas paru. I dopóki w słuchawce słychać tylko odgłosy włączania kierunkowskazu czy sapania, bo to drugie piętro - wszystko jest w porządku. Ale jeśli akurat moneta trąci klawisz w momencie niemiłej rozmowy o tym kimś, do kogo klawisz był przyporządkowany? Celowo używam sformułowania "był", bo po czymś takim często trzeba w "Spisie numerów" użyć funkcji "Usuń". Czyja to wina? Jakoś na telefonie stacjonarnym nie zdarza mi się usiąść...

Zjawiskiem ostatnio coraz popularniejszym są "SMS chaty" (czyt. Esemes czaty). Posiadacz telefonu komórkowego wysyła SMSa (skrót od pierwszych liter słów: Krótka Wiadomość Tekstowa) do telewizji. Płaci za to dużo, bo 2 złote + VAT, ale po chwili może się cieszyć, że to, co wystukał na klawiaturze swojego aparatu pokazuje się na ekranie pod Słoneczkiem Polsatu (tak pieszczotliwie nazywam jednego z prezenterów tej stacji). Nie ma już chyba telewizji, która by "SMS chatów" nie praktykowała. Stały się one formą szybkiego "Koncertu życzeń". Prezenter opowiada o spadkach na giełdzie, a u dołu ekranu "lecą" napisy: "Misiu kocham Cię. Borsuczek", "IIA z Grójca pany", "Całusy dla Waldka z wojska od kochającej Ewy", "Pozdrawiam całe Bródno. Gacek"

Jakiś czas temu postanowiłem uważnie prześledzić pojawiające się w takim "chacie" teksty. 99 procent to klasyczne pozdrowienia, wyznania, życzenia. Ale wśród tych wszystkich całusów od Gacków i Borsuczków pojawił się przekaz, po przeczytaniu którego pobladłem: "Babciu zakręć gaz w kuchni!"... Czyli to tak? Obowiązujący od kilku lat model polskiej rodziny "4+5" (4 osoby + 5 telewizorów) doszedł już do takiego stadium rozwoju, że jego (tego modelu) elementy siedząc w sąsiednich pokojach porozumiewają się wysyłając sobie "SMSy" do telewizji? Czyja to wina? Jakoś kiedyś było mniej telewizorów, kilkupokoleniowa rodzina mieszkała w jednym pokoju... I babcie były młodsze, i miały lepszą pamięć...

(Życie Warszawy 8.03.2003)
Artur Andrus